Powoli otworzyłam swoje ciężkie, powieki. Nie wiem dokładnie jak to się stało, ale obudziłam się w domu. W pokoju, którym jak zwykle panował wielki chaos, ale nie przeszkadzało mi to. Wręcz przeciwnie. Ten bałagan dodawał coś, czego nie może dać, żaden architekt wnętrz. Historię.
Dobrze pamiętam, jak jeszcze żył Jake, to wraz z nim i Tonym przychodziliśmy tu. Opowiadaliśmy sobie przeróżne historie z dzieciństwa, z których potem śmialiśmy się do łez, a ale także płakaliśmy sobie w ramiona.
Nasze trio. Ja, Tony i Jake...A to wszystko zniszczyło się przez jedną imprezę...
Poczułam jak coś wibruje w mojej tylnej kieszeni. Okazało się, że był to telefon. Wyjęłam go, na ekranie pojawił się napis "Tony ♥" . Od razu się uśmiechnęłam i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-O co chodzi?- Spytałam udając szczęśliwą i zadowoloną.
Od ostatniego czasu nie chcę niczyjej litości, pocieszenia, czy czegokolwiek. Dobrze sobie radzę sama.
-Lizzy prosiła, żebym zapytał Cię czy jedziesz z nami jutro nad jezioro. To niedaleko stąd i... -Nagle ktoś mu urwał i najwidoczniej zabrał słuchawkę bo zdołałam usłyszeć jeszcze: "Oddaj tą pieprzoną słuchawkę Bruce!" Zaśmiałam się pod nosem, biedny Anthony.
-Cześć Emily, powiedz tylko tak, a jutro o 9 rano będziemy wszyscy czekać na Ciebie pod twoim domem-oznajmił. Dobrze wiedział, że nie potrafię mu odmawiać, dzięki temu w tej rozmowie to on miał przewagę a ja byłam tylko szarą myszką.
-Tak-odpowiedziałam pewnie, a chwilę później byłam już w łazience i brałam kąpiel.
Siedząc w wannie wciąż zastanawiał mnie jeden fakt...
Kto pojedzie na tą plaże i kto to jest Lizzy? Nie pamiętam, żebym znała kogoś o tym imieniu... Choć pamiętam jak Tone cały czas rozmawiał, tańczył i ogólnie bawił się z jedną dziewczyną. Może to jest właśnie Lizzy?
Nie wysoka blondynka, szczupła, ładna. To chyba może być nowa dziewczyna Tonego. Nie chcę nic mówić za wcześnie, ale... na prawdę pragnę, aby pierwsza dziewczyna mojego najlepszego przyjaciela była kimś kto da mu szczęście i szybko jemu go nie zabierze. Śmieszne, czasami zachowuję się jak jego mama, ale to on jest starszy ode mnie.
-Gdzie ty do chuja- spytał Bruce. Dzwonił do mnie od dwudziestu minut i wciąż pyta mnie o to samo. To nie moja wina, że wstałam dużo później niż planowałam i nie zdążyłam nawet się umyć...
Kiedy byłam już prawie gotowa, spojrzałam przez okno. Przed domem ujrzałam dwa samochody. W jednym widziałam Tonego, Bruce'a, Cassie, i Harrego... A w drugim siedziała tak zwana "Lizzy" Najwidoczniej ze swoimi znajomymi, których nie miałam jeszcze przyjemności poznać.
Uśmiechnęłam się i udałam się na podwórko.
Wyszłam przed dom, a samochód który stał z przodu od razu zaczął się trząść... Zaśmiałam się i pobiegłam do auta.
-Cześć- powiedziałam niepewnie witając się z każdym po kolei. Tony, Bruno, Cassie i Harry. Dziwne, ale dzisiaj dziewczyna Harrego, to znaczy... "koleżanka" nie odpychała mnie sobą tak jak wczoraj...
Usiadłam przy oknie aby móc w spokoju zapalić papierosa.
Podczas kiedy wszyscy zawzięcie ze sobą rozmawiali ja... Ja po prostu milczałam.
Odpaliłam szluga, wzięłam bucha, a dym po chwili wypuściłam za okno nie chcąc, aby ktokolwiek marudził, że to obrzydliwe.Nie wiem dlaczego, ale wciąż obserwowałam Cass, która... Była taka szczęśliwa, a jej twarz... Wydawała się jakby nie miała w ogóle zmartwień, a całe jej jebane życie to bajka.
Każdy jej gest, spojrzenie, uśmiech to wszystko wydaje się być tak prawdziwe, że aż nierealne...
Dojechaliśmy na miejsce. Było tu naprawdę pięknie. W dodatku poznałam się z Lizzy. Miałam racje, dziewczyna, o której mówił Tone to ta sama dziewczyna, z którą spędzał cały swój czas na imprezie... Najwidoczniej się polubili. Zaś jej znajomi to Fleur, Mike, Tom i Justin.
Są całkiem mili, no poza faktem, że od razu musieli mi wypomnieć, że jestem młoda. Ja pierdole, nie powinno ich to obchodzić, to moja sprawa co robię, a ich gadanie jeszcze bardziej mnie nakręca.
Poczułam jakąś zimną dłoń na moim ramieniu.
Automatycznie się odwróciłam.
-Harry...-mruknęłam pod nosem, delikatnie speszona.
-Trzeba iść po jakieś drewno na ognisko, pójdziesz ze mną?- Zapytał, ale ja nie zdążyłam nawet odpowiedzieć. Cassie nagle się pojawiła, nalegając, że to ona może z nim pójść, a ja mogę zostać i pomagać rozstawiać namioty.
Nie specjalnie mi zależało, żeby pójść po te patyki. Wzruszyłam ramionami i udałam się do Bruce'a, który chyba się w tym"specjalizował" Ponieważ podczas kiedy wszyscy siedzieli i próbowali połączyć jakieś kołki, on rozłożył już jeden namiot.
Uśmiechnęłam się.
-No to jak mogę Ci pomóc?-Zapytałam siadając na kamieniu.
-Wiesz co... Weź tą instrukcje i pomóż tym idiotom od Lizzy, bo jak patrze na to jak rozkładają ten namiot to płakać mi się chce...- Spojrzał na mnie z zrozpaczoną miną wskazując palcem na Mike'a i Fleur, którzy...W sumie nie wiem co oni starali się zrobić, ale w ten sposób na pewno nie rozłożą tego namiotu.
Po dziesięciu minutach mojej "asysty" wszystkie namioty były postawione, a ognisko rozpalone.Uznałam, że póki wszyscy zajmują się sobą ja pójdę wziąć to i owo, a nikt nawet nie zauważy, że zniknęłam..
Wyjęłam jeden papierowy papierek, który po chwili wylądował w moich ustach.
Nie czekając na działanie wróciłam do ogniska aby się trochę ogrzać. Nagle zrobiło mi się dziwne zimno.
Usiadłam przy ognisku, zdjęłam buty. Miałam wrażenie, że nikogo nie ma i jestem tutaj sama...Całkiem sama.
Odwróciłam się w prawo, obok siebie ujrzałam Lizzy. Odpalająca jointa. Uśmiechnęłam się do niej, ale ona chyba jeszcze nie zwróciła uwagi na to, że się jej przyglądam.
Często to robiłam, nagle poczułam, że coś po mnie chodzi, chciałam to zdjąć, ale nie potrafiłam podnieść ręki... Te uczucie było frustrujące.
-Lizzy, proszę zdejmij ze mnie to-krzyczałam prawie płacząc, ale ona tylko się uśmiechnęła i nadal w skupieniu paliła swój towar-Lizzy proszę, zabierz to!-krzyknęłam ponownie, ale tym razem spojrzała na mnie z politowaniem i zażenowaniem. Nie wiedziałam o co jej chodzi...
-Harry zostaw ją do cholery-powiedziała, krótko i odeszła jakbym ją czymś zaraziła... Najwidoczniej nie za bardzo za mną przepadała, ale chwila...Harry? Nie rozumiem.
Wstałam, a za mną stał Harry...
-Przepraszam, nie wiedziałem, że tak się przestraszysz-powiedział uśmiechnięty wciąż się mi przyglądając.
-To już nie ważne.
Nagle ujrzałam, że Harry robi jakieś głupie miny, a po chwili jest jego dwóch... Zaczęłam się śmiać, ale to mnie przerażało.
Musnęłam jego policzek i pobiegłam w stronę plaży. Czułam się naprawdę wolna, dokładnie tak samo jak wtedy, kiedy chciałam wyjąć znak.
Po chwili leżałam na ziemi, jestem taka... bezradna, że nawet biegać nie potrafię.
Rozejrzałam się wokół siebie. Znów byłam sama...Bałam się, naprawdę się bałam. Nie wiem dlaczego, ale potrzebowałam Harrego. Tylko jego chciałam koło siebie w tym momencie.
-Harry! Harry! Harry!- darłam się jakby ktoś mnie zabijał... ale ja się po prostu bałam.
Po chwili loczkowany chłopak był koło mnie. Jego loczki... wyglądały tak uroczo. Uśmiechnęłam się do niego... Znów to poczułam...
Kiedy on był koło mnie... czułam się bezpiecznie.
-Emily, co znowu wzięłaś?- spytał zatroskany.
Ponownie się uśmiechnęłam i przechyliłam głowę w bok.
-To nieistotne... -oznajmiłam krótko.
-Nie mów tak, wszystko co powiesz jest ważne- uśmiechnął się i usiadł bliżej mnie.
Chciałam go pocałować... Tak cholernie mocno, chciałam go pocałować. Mieć go przy sobie, poczuć jakie ma miękkie usta, chciałam go dotknąć...
Poczułam jak ręce Styles'a są na moich bladych policzkach, a jego usta zbliżały się do moich. Dzieliły je tylko kilka milimetrów. Nie chciałam czekać.
Powoli muskałam jego pełne, delikatnie zaróżowione usta, które odwzajemniały każdy mój ruch. Moje ręce błądziły w jego brązowych, gęstych lokach, zaś jego powoli wsuwały się pod moją koszulkę.
Nagle odsunęłam go od siebie. Nie chciałam tego, to znaczy chciałam.... Okej, chciałam, ale bałam się. Bałam się, że w końcu nie będę mogła żyć bez jego bliskości...Nigdy więcej nie poczuję się bezpieczna, nie chcę być ograniczona.
-Proszę nie ucieknij mi tym razem-odpowiedział i ponownie wpił się w moje usta, jego wargi tym razem nie były tak delikatne jak w poprzednim pocałunku. Był brutalny, ale subtelny, wszystko co robił, każdy ruch był idealny, a moje usta były w niebie...
Czułam jak zaczyna coraz szybciej oddychać, dobrze wiedziałam, że od chwili jego pojawienia moje serce nie pozwala o sobie zapomnieć, a on o tym wie i tak bezczelnie to wykorzystuje...Wciąż powtarzałam sobie w głowie, że nie chce bezpieczeństwa, chcę wolności, ale sama nie wiem ile jeszcze wytrzymam.
-Harry!- przestraszyłam się. Harry zabrał rękę spod mojej koszulki. Wiedziałam, to była Cass, jak zwykle.
Dlaczego ona tak bardzo mnie znów zaczęła denerwować? Ma w sobie coś, przez co jestem zazdrosna.Co dziwne, jestem zazdrosna o Styles'a... Boje się, że zabierze moje bezpieczeństwo, moją wolność, moje miejsce schronienia...
Och mój Boże! Ale świetne?
OdpowiedzUsuńBędę czekać na kolejny możesz mi wierzyć ;*
Poznali się dopiero co na imprezie i już takie numery? :D Szybcy są, nie ma co. W każdym bądź razie, może Harry jakoś odpędzi Emily od narkotyków? A Cass straszliwie mnie irytuje, jest dosłownie wszędzie!
OdpowiedzUsuń