Obserwatorzy

niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 3

-Cassie, czego ty do cholery chcesz? Nie widzisz, że jestem zajęty?- zapytał podirytowany Harry, wstając i otrzepując się z piachu.
No tak... Byliśmy na plaży, jest tu tak pięknie, że nawet nie zwróciłam uwagi na piach, który przy każdym moim kolejnym ruchu napełniał moje kieszenie ceglanym proszkiem.
-Chodź ze mną, proszę!- krzyknęła.
To śmieszne, Harry latał na każde jej zawołanie jak piesek, a ona to w każdym pięknym momencie wykorzystywała. Może wygląda na słodką paniusie z Beverly Hills 902010, ale tak naprawdę to sprytna suka umiejąca manipulować ludźmi.
Tak szczerze mówiąc, nie zależało mi na tym by został ze mną, tylko nie chciałam dawać jej tej satysfakcji, że Harry woli ją...
Zresztą, co ja się chce oszukiwać, pragnęłam go jak nikogo innego, a kiedy wreszcie mogłam go mieć przy sobie pojawiła się ona. "Przerażająca Cassie"
Odprowadzałam ich wzrokiem do lasu. Po co oni tam zmierzali? Eh, uznałam, że nie pozwolę się obezwładnić i przestanę się przejmować tym całym "Harrym" Nie mam zamiaru się o niego kłócić z psychopatką, która musi go naprawdę kochać.
Uśmiechnęłam się i ponownie ruszyłam do ogniska, gdzie byli wszyscy.
Mike, Justin, Fleur, Lizzy, Tone i Bruce. Uśmiechnięci, pewnie zjarani i pijani.
Usiadłam obok Tonego i pocałowałam go w policzek, ale on nie zareagował. Rozmawiał i przyglądał się tej całej "Lizzy" jakby była jakąś boginią... Zaczynałam za nim tęsknić... Za jego uśmiechem, spojrzeniem, przytuleniem. Od dwóch dni, prawie w ogóle ze sobą nie rozmawiamy, nie patrzymy na siebie, nic... Coś nas rozdziela, ale nie mogę go trzymać wciąż przy sobie... Jak nie chce by nasza przyjaźń przetrwała może mi to po prostu powiedzieć.
Nagle zobaczyłam jak Harry i Cass wychodzą z lasu, przytuleni do siebie. Gdybym ich nie znała, pomyślałabym, że są parą... Ale Styles sam mówił, że to tylko i wyłącznie koleżanka. W dodatku... ten pocałunek musiał coś dla niego znaczyć, musiał.

Nie wiem czy to sen, czy żart, czy LSD zaczyna na mnie za bardzo wpływać i widzę rzeczy, które nie powinny się w ogóle zdarzyć..
Ale to jest za bardzo realne, Harry całował się z Cassie, na moich oczach... Pomimo tego, że przed chwilą to samo robił ze mną...
-Co do kurwy!- krzyknęłam.
 Nie wiedziałam co mam zrobić, jak się zachować, co powiedzieć.
Łzy zaczęły spływać po moich policzkach strumieniami. Nie pozwolę. Nie pozwolę nigdy więcej tak się omamić.
Byłam głupia. Tak, to dlatego, że pozwoliłam przyzwyczaić się do tej pierdolonej bliskości. Szybko otarłam łzy aby nikt nie mógł zauważyć, że jest mi źle... Zwłaszcza ta fałszywa czarno-włosa idiotka.
-Bruno!-krzyknęłam nagle.
Osoba. której szukałam od razu wstała i podeszła do mnie. Uśmiechnęłam się.
Wstałam, złapałam go za rękę i popchnęłam go delikatnie na miejsce obok Tonego...Nie wiem czy dobrze robię, ale... Jebać to.
Usiadłam na jego kolanach i od razu zaczęłam zachłannie całować jego wargi, które pomimo tego, że nie były tak delikatne i idealne jak usta Harrego, sprawiały mi jakąś tam przyjemność.
Całowaliśmy się bez ustanku, jakbyśmy robili to pierwszy raz i nie chcieli nigdy tego zakończyć. Moje paznokcie robiły delikatne rysy na jego plecach, ale Bruce'owi to najwidoczniej nie przeszkadzało.
Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej niż wcześniej.
Jego dłonie leżały na moich pośladkach, a jego usta robiły malinki na mojej szyi.
Znów to poczułam.
Odsunęłam Bruna od siebie, zeszłam z niego i od razu się odwróciłam. Harry...On widział to wszystko. Patrzyłam na niego bez żadnej mimiki. Nie wiedziałam co powiedzieć, ale zrobiłam źle. Tego byłam pewna, żałowałam tego zajebiście mocno.
Podeszłam do niego powoli i złapałam go za rękę, ale ten ją puścił i zaczął biec w stronę lasu. Uznałam, że jedyne co mogę w tym momencie zrobić to... To pobiec za nim i wyjaśnić ten cały bajzel. 
-Harry!
-Co?-odpowiedział od razu- przeczuwałam, że taka jesteś.-odpowiedział ze złością.
O co mu chodzi? Jeszcze niedawno sam lizał się z Cass, a teraz robi mi jakieś idiotyczne pretensje? Spojrzałam na chwilę w gwiazdy, szukając u nich spokoju...
-Możesz już iść. To nieważne, że przed chwilą robiłeś to samo co ja... To nieważne-oznajmiłam z rezygnacją w głosie.
Przez tą całą sytuacje przestało mi zależeć na czymkolwiek.
-Przepraszam-odpowiedział i bez zastanowienia podszedł do mnie i mnie do siebie przytulił. Uśmiechnęłam się.
Stanęłam powoli na palcach aby móc dostać się do jego delikatnie poróżowiałych ust, które wciąż się do mnie uśmiechały. Jakby czekały, aż w końcu się na nie rzucę i dotknę.
Pocałowałam go, czułam jak on wszystko kontynuował a jego język powoli dostawał się do moich ust, delikatnie pieszcząc moje podniebienie.
Złapałam go za rękę. Nasze dłonie w końcu były jednością.
Przez moje ciało przeszedł dreszczyk, który Harry musiał zauważyć, bo objął tak, że byłam jeszcze bliżej niego. Serce biło z niewyobrażalną prędkością. Czuł to, zdawał sobie z tego wszystkiego sprawę i znów to wykorzystywał...
-Ems, jesteś cudowna- powiedział i znów zaczął mnie namiętnie całować. Delikatnie przegryzał moją wargę, która była już opuchnięta od pocałunków, ale nie przeszkadzało mi to. Kontynuowałam z jeszcze większą namiętnością.


-Czyli jesteście razem?- zapytał jak zwykle uśmiechnięty od ucha do ucha Tony.
Był już ranek, słońce bez chmur nie pozwalało o sobie zapomnieć i świeciło tak mocno, jakby już nigdy więcej nie miało być jasno.
Powoli ciągnęłam dym z jointa, który przekazałam Harremu w tym delikatnie oblizując jego dolną wargę.
Nie wiem dlaczego, ale... Wydawał się być kimś idealnym, kimś kto będzie przy mnie zawsze, na zawsze.
-Emily jest już tylko moja- mruknął Styles, patrząc z grozą na Bruna, który siedział niewzruszony pijąc piwo. Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w nosek.
Nie wiem co z tego wyjdzie, ale mam nadzieję, że szybko się to nie skończy.

sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział 2


Powoli otworzyłam swoje ciężkie, powieki. Nie wiem dokładnie jak to się stało, ale obudziłam się w domu. W pokoju, którym jak zwykle panował wielki chaos, ale nie przeszkadzało mi to. Wręcz przeciwnie. Ten bałagan dodawał coś, czego nie może dać, żaden architekt wnętrz. Historię.
Dobrze pamiętam, jak jeszcze żył Jake, to wraz z nim i Tonym przychodziliśmy tu. Opowiadaliśmy sobie przeróżne historie z dzieciństwa, z których potem śmialiśmy się do łez, a ale także płakaliśmy sobie w ramiona.
Nasze trio. Ja, Tony i Jake...A to wszystko zniszczyło się przez jedną imprezę...
Poczułam jak coś wibruje w mojej tylnej kieszeni. Okazało się, że był to telefon. Wyjęłam go, na ekranie pojawił się napis "Tony ♥" . Od razu się uśmiechnęłam i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-O co chodzi?- Spytałam udając szczęśliwą i zadowoloną.
Od ostatniego czasu nie chcę niczyjej litości, pocieszenia, czy czegokolwiek. Dobrze sobie radzę sama.
-Lizzy prosiła, żebym zapytał Cię czy jedziesz z nami jutro nad jezioro. To niedaleko stąd i... -Nagle ktoś mu urwał i najwidoczniej zabrał słuchawkę bo zdołałam usłyszeć jeszcze: "Oddaj tą pieprzoną słuchawkę Bruce!" Zaśmiałam się pod nosem, biedny Anthony.
-Cześć Emily, powiedz tylko tak, a jutro o 9 rano będziemy wszyscy czekać na Ciebie pod twoim domem-oznajmił. Dobrze wiedział, że nie potrafię mu odmawiać, dzięki temu w tej rozmowie to on miał przewagę a ja byłam tylko szarą myszką.
-Tak-odpowiedziałam pewnie, a chwilę później byłam już w łazience i brałam kąpiel.
Siedząc w wannie wciąż zastanawiał mnie jeden fakt...
Kto pojedzie na tą plaże i kto to jest Lizzy? Nie pamiętam, żebym znała kogoś o tym imieniu... Choć pamiętam jak Tone cały czas rozmawiał, tańczył i ogólnie bawił się z jedną dziewczyną. Może to jest właśnie Lizzy?
Nie wysoka blondynka, szczupła, ładna. To chyba może być nowa dziewczyna Tonego. Nie chcę nic mówić za wcześnie, ale... na prawdę pragnę, aby pierwsza dziewczyna mojego najlepszego przyjaciela była kimś kto da mu szczęście i szybko jemu go nie zabierze. Śmieszne, czasami zachowuję się jak jego mama, ale to on jest starszy ode mnie.

-Gdzie ty do chuja- spytał Bruce. Dzwonił do mnie od dwudziestu minut i wciąż pyta mnie o to samo. To nie moja wina, że wstałam dużo później niż planowałam i nie zdążyłam nawet się umyć...
Kiedy byłam już prawie gotowa, spojrzałam przez okno. Przed domem ujrzałam dwa samochody. W jednym widziałam Tonego, Bruce'a, Cassie, i Harrego... A w drugim siedziała tak zwana "Lizzy" Najwidoczniej ze swoimi znajomymi, których nie miałam jeszcze przyjemności poznać.
Uśmiechnęłam się i udałam się na podwórko.
Wyszłam przed dom, a samochód który stał z przodu od razu zaczął się trząść... Zaśmiałam się i pobiegłam do auta.
-Cześć- powiedziałam niepewnie witając się z każdym po kolei. Tony, Bruno, Cassie i Harry. Dziwne, ale dzisiaj dziewczyna Harrego, to znaczy... "koleżanka" nie odpychała mnie sobą tak jak wczoraj...
Usiadłam przy oknie aby móc w spokoju zapalić papierosa.
Podczas kiedy wszyscy zawzięcie ze sobą rozmawiali ja... Ja po prostu milczałam.
Odpaliłam szluga, wzięłam bucha, a dym po chwili wypuściłam za okno nie chcąc, aby ktokolwiek marudził, że to obrzydliwe.
Nie wiem dlaczego, ale wciąż obserwowałam Cass, która... Była taka szczęśliwa, a jej twarz... Wydawała się jakby nie miała w ogóle zmartwień, a całe jej jebane życie to bajka.
Każdy jej gest, spojrzenie, uśmiech to wszystko wydaje się być tak prawdziwe, że aż nierealne...

Dojechaliśmy na miejsce. Było tu naprawdę pięknie. W dodatku poznałam się z Lizzy. Miałam racje, dziewczyna, o której mówił Tone to ta sama dziewczyna, z którą spędzał cały swój czas na imprezie... Najwidoczniej się polubili. Zaś jej znajomi to Fleur, Mike, Tom i Justin.
Są całkiem mili, no poza faktem, że od razu musieli mi wypomnieć, że jestem młoda. Ja pierdole, nie powinno ich to obchodzić, to moja sprawa co robię, a ich gadanie jeszcze bardziej mnie nakręca.
Poczułam jakąś zimną dłoń na moim ramieniu.
Automatycznie się odwróciłam.
-Harry...-mruknęłam pod nosem, delikatnie speszona.
-Trzeba iść po jakieś drewno na ognisko, pójdziesz ze mną?- Zapytał, ale ja nie zdążyłam nawet odpowiedzieć. Cassie nagle się pojawiła, nalegając, że to ona może z nim pójść, a ja mogę zostać i pomagać rozstawiać namioty.
Nie specjalnie mi zależało, żeby pójść po te patyki. Wzruszyłam ramionami i udałam się do Bruce'a, który chyba się w tym"specjalizował" Ponieważ podczas kiedy wszyscy siedzieli i próbowali połączyć jakieś kołki, on rozłożył już jeden namiot.
Uśmiechnęłam się.
-No to jak mogę Ci pomóc?-Zapytałam siadając na kamieniu.
-Wiesz co... Weź tą instrukcje i pomóż tym idiotom od Lizzy, bo jak patrze na to jak rozkładają ten namiot to płakać mi się chce...- Spojrzał na mnie z zrozpaczoną miną wskazując palcem na Mike'a i Fleur, którzy...W sumie nie wiem co oni starali się zrobić, ale w ten sposób na pewno nie rozłożą tego namiotu.
Po dziesięciu minutach mojej "asysty" wszystkie namioty były postawione, a ognisko rozpalone.
Uznałam, że póki wszyscy zajmują się sobą ja pójdę wziąć to i owo, a nikt nawet nie zauważy, że zniknęłam..
Wyjęłam jeden papierowy papierek, który po chwili wylądował w moich ustach.
Nie czekając na działanie wróciłam do ogniska aby się trochę ogrzać. Nagle zrobiło mi się dziwne zimno.

Usiadłam przy ognisku, zdjęłam buty. Miałam wrażenie, że nikogo nie ma i jestem tutaj sama...Całkiem sama.
Odwróciłam się w prawo, obok siebie ujrzałam Lizzy. Odpalająca jointa. Uśmiechnęłam się do niej, ale ona chyba jeszcze nie zwróciła uwagi na to, że się jej przyglądam.
Często to robiłam, nagle poczułam, że coś po mnie chodzi, chciałam to zdjąć, ale nie potrafiłam podnieść ręki... Te uczucie było frustrujące.
-Lizzy, proszę zdejmij ze mnie to-krzyczałam prawie płacząc, ale ona tylko się uśmiechnęła i nadal w skupieniu paliła swój towar-Lizzy proszę, zabierz to!-krzyknęłam ponownie, ale tym razem spojrzała na mnie z politowaniem i zażenowaniem. Nie wiedziałam o co jej chodzi...
-Harry zostaw ją do cholery-powiedziała, krótko i odeszła jakbym ją czymś zaraziła... Najwidoczniej nie za bardzo za mną przepadała, ale chwila...Harry? Nie rozumiem.
Wstałam, a za mną stał Harry...
-Przepraszam, nie wiedziałem, że tak się przestraszysz-powiedział uśmiechnięty wciąż się mi przyglądając.
-To już nie ważne.
Nagle ujrzałam, że Harry robi jakieś głupie miny, a po chwili jest jego dwóch... Zaczęłam się śmiać, ale to mnie przerażało.
Musnęłam jego policzek i pobiegłam w stronę plaży. Czułam się naprawdę wolna, dokładnie tak samo jak wtedy, kiedy chciałam wyjąć znak.
Po chwili leżałam na ziemi, jestem taka... bezradna, że nawet biegać nie potrafię.
 Rozejrzałam się wokół siebie. Znów byłam sama...Bałam się, naprawdę się bałam. Nie wiem dlaczego, ale potrzebowałam Harrego. Tylko jego chciałam koło siebie w tym momencie.
-Harry! Harry! Harry!- darłam się jakby ktoś mnie zabijał... ale ja się po prostu bałam.
Po chwili loczkowany chłopak był koło mnie. Jego loczki... wyglądały tak uroczo. Uśmiechnęłam się do niego... Znów to poczułam...
Kiedy on był koło mnie... czułam się bezpiecznie.
-Emily, co znowu wzięłaś?- spytał zatroskany.
Ponownie się uśmiechnęłam i przechyliłam głowę w bok.
-To nieistotne... -oznajmiłam krótko.
-Nie mów tak, wszystko co powiesz jest ważne- uśmiechnął się i usiadł bliżej mnie.
Chciałam go pocałować... Tak cholernie mocno, chciałam go pocałować. Mieć go przy sobie, poczuć jakie ma miękkie usta, chciałam go dotknąć...
Poczułam jak ręce Styles'a są na moich bladych policzkach, a jego usta zbliżały się do moich. Dzieliły je tylko kilka milimetrów. Nie chciałam czekać.
Powoli muskałam jego pełne, delikatnie zaróżowione usta, które odwzajemniały każdy mój ruch. Moje ręce błądziły w jego brązowych, gęstych lokach, zaś jego powoli wsuwały się pod moją koszulkę.
Nagle odsunęłam go od siebie. Nie chciałam tego, to znaczy chciałam.... Okej, chciałam, ale bałam się. Bałam się, że w końcu nie będę mogła żyć bez jego bliskości...Nigdy więcej nie poczuję się bezpieczna, nie chcę być ograniczona.
-Proszę nie ucieknij mi tym razem-odpowiedział i ponownie wpił się w moje usta, jego wargi tym razem nie były tak delikatne jak w poprzednim pocałunku. Był brutalny, ale subtelny, wszystko co robił, każdy ruch był idealny, a moje usta były w niebie...
Czułam jak zaczyna coraz szybciej oddychać, dobrze wiedziałam, że od chwili jego pojawienia moje serce nie pozwala o sobie zapomnieć, a on o tym wie i tak bezczelnie to wykorzystuje...
Wciąż powtarzałam sobie w głowie, że nie chce bezpieczeństwa, chcę wolności, ale sama nie wiem ile jeszcze wytrzymam.
-Harry!- przestraszyłam się. Harry zabrał rękę spod mojej koszulki. Wiedziałam, to była Cass, jak zwykle.
Dlaczego ona tak bardzo mnie znów zaczęła denerwować? Ma w sobie coś, przez co jestem zazdrosna.Co dziwne, jestem zazdrosna o Styles'a... Boje się, że zabierze moje bezpieczeństwo, moją wolność, moje miejsce schronienia...

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 1


-Em, możemy już  iść?
-Tony, Tony... Dobrze wiesz, że dopóki pixy nie zaczną działać nigdzie się nie wybieram...- Mruknęłam cicho, siadając bliżej niego.
Przechyliłam swoją głowę w lewo, jakby nagle zrobiła się dużo cięższa. Uśmiechnęłam się lekko do Anthonego, dając mu w ten sposób znać, że chyba jestem gotowa na kolejną imprezę z rzędu.
Powoli wstałam, delikatnie łapiąc go za rękę i udając się w stronę drzwi. Ten nic nie powiedział, tylko podążał za mną uśmiechnięty, od ucha do ucha... Najwidoczniej, na niego narkotyk również zaczynał już działać. Uwielbiałam ten stan... To znaczy... Oboje uwielbialiśmy. Byliśmy wtedy wolni, mogliśmy wszystko, bez zwracania uwagi na konsekwencję.
Zamknęłam drzwi od domu i zaczęłam biec w stronę znaku, chciałam go wziąć... Dokładnie sama nie wiem czemu, po prostu chciałam go mieć. Pokazywał on moje..
-Tony ten znak jest wolny, ja też jestem wolna, czyli jaka jestem?- kiedy usłyszał moje pytanie automatycznie się zaśmiał, ja również to zrobiłam, ale chyba zrozumiał co mam na myśli bo nagle podszedł do mnie i szepnął mi do ucha: "Jesteś wyzwolona Emily" i pocałował mnie w policzek.
Zaśmiałam się i oboje w podskokach udaliśmy się do miejsca zamieszkania Bruce'a.
Będąc przed domem ujrzeliśmy pełno butelek, papierosów... a nawet pixy.
-Tony..-Usiadłam na ziemi przyglądając się temu co znalazłam.
Anthony usiadł obok mnie, spojrzał na woreczek z mnóstwem białych tabletek... Nie musiałam nic mówić, ponieważ rozumieliśmy się bez słów. Dobrze wiedział, że chcę je zabrać, pewnie dobrze też wiedział, że chce je zażyć...
-Ems, nie wiem czy to dobry pomysł..-Spojrzał na mnie i po chwili się zaśmiał- albo dobra, jebać!
Chwycił woreczek z ziemi, otworzył go i zażył jeszcze dwie, małe tabletki, a następnie podał je mi. Zrobiłam to samo co on.
Wciąż się sobie przyglądaliśmy, lubiłam, a wręcz uwielbiałam się na niego patrzeć. Jego oczy, usta, nos powodowały na mojej twarzy uśmiech.
-Tony dlaczego ty do cholery jesteś gejem... Kocham Cię- Powiedziałam i dałam mu całusa w policzek-Kocham Cię mój starszy braciszku- Przytuliłam go do siebie jak najmocniej potrafiłam. On tylko dał mi całusa w czoło i wstał, po prostu wstał.
Tone jest dla mnie najważniejszy, zawsze był, jest i będzie. Nie jest moim prawdziwym bratem, ale kocham go jak kogoś... Eh, nieważne.
Złapał mnie za rączkę i razem udaliśmy się do środka.
Wchodząc od razu poczułam zapach... Zioła, papierosów i wódki. Nie powiem, że mi tego nie brakowało, dlatego od razu udałam się do salonu aby z każdym się przywitać.
Na kanapie wewnątrz salonu siedział Bruno, organizator tej imprezy, a obok niego siedzieli zupełnie nie znani mi ludzie.
-Ems! Ems!- Chłopak siedzący na kanapie od razu zaczął wykrzykiwać moje imię, to chyba Bruce, tak to on... Obraz przed oczami delikatnie mi się rozmazywał więc nie mogłam od razu poznać kto to krzyczał...
Podbiegłam do niego się przywitać, dałam mu całusa w policzek a także go przytuliłam.
-Bruce, i jak tam impreza?- Wyrwałam się z jego objęć i usiadłam na fotelu, który znajdował się naprzeciwko białej, skórzanej kanapy.
-Emily, może najpierw poznaj Harrego i Cassie.- Skądś kojarzyłam tą brunetkę, która tak obrzydliwie kleiła się do tego Hilarego... Zaśmiałam się pod nosem i podałam Hilaremu rękę.
-Miło mi Cię poznać Hilary- Mruknęłam z szerokim uśmiechem na twarzy.
Na moje słowa wszyscy zaczęli się śmiać, spojrzałam na nich, ale nie zwróciłam na to jakiejś większej uwagi.
-Harry, mi również miło Cię poznać Emily.
Wyciągnęłam swoje ukochane metalowe pudełeczko ze stanika, a z niej zwiniętego już jointa, a także czerwoną zapalniczkę, którą miałam zamiar go odpalić.
Włożyłam jointa do ust, a zapalniczkę przyłożyłam do jego końca starając się go odpalić, niestety moje próby poszły na marne, a zapalniczka za cholerę nie chciała się zapalić.
Znów zaczęłam się śmiać sama do siebie, ale po chwili zobaczyłam, że ten Harry wciąż mi się przygląda, a Cuffey i Bruce gdzieś poszli.
-Powiedz kto takiej młodej dziewczynie jak ty dał zioło?- Oznajmił podchodząc do mnie, przykucnął naprzeciwko i zaczął odpalać zapalniczkę. -Nie jesteś na to za młoda? -Spojrzał na mnie kątem oka.
-Em...- Wzięłam bucha i kiwnęłam głową na nie.
Wypuściłam dym.
Zobaczyłam jak chłopak siada na fotelu obok mnie, jakoś nie zwróciłam na to większej uwagi, ale jak ujrzałam, że ze swojej kieszeni wyciąga biały proszek uśmiechnęłam się, wstałam i poszłam na balkon...
Postanowiłam sobie, że po tym jak... Jak Jake przez to umarł, to... nigdy więcej nie wciągnę tego gówna, a patrząc na niego na pewno bym się skusiła.
Wzięłam kolejne 5 buchów. Patrzyłam się na tych ludzi... Byli jacyś inni. Nie podobali się mi, nie chciałam tu być. Nie teraz.
Jake umarł a ja tu siedzę i patrzę jak kolejna osoba może przez to umrzeć... Nie pozwolę na to.
Skończyłam palić, wyrzuciłam filtr za okno i zbiegłam na dół, do salonu.
Na dole ujrzałam Harrego, na jego kolanach siedziała Cornelia, uśmiechnęłam się, co prawda nie był to szczery uśmiech ale... Jakoś nie chciałam pokazać nikomu, że coś mnie właśnie zamartwiało.
-hej...-Powiedziałam, a mój głos zaczął się łamać, pobiegłam do ogrodu. Usiadłam na trawie, wyjęłam papierosy, które miałam w moim metalowym pudełeczku. Odpaliłam jednego. Zaciągnęłam się a po chwili wypuściłam dym z płuc.
-Witaj księżniczko-odparł... Harry? Szybko się odwróciłam aby sprawdzić, kto to rzeczywiście był.
-Harry?... Dlaczego zostawiłeś swoją dziewczynę?- Spytałam lekko zdezorientowana.
Znów zaciągnęłam się i wypuściłam dym.
-To nie jest moja dziewczyna... To koleżanka, tylko i wyłącznie koleżanka. -Uśmiechnął się, siadając bliżej mnie- Chcesz mnie może poczęstować papierosem?
Podałam mu pudełeczko z papierosami. Spojrzałam na niego, a moje usta wygięły się w delikatny grymas...
-Dlaczego jesteś smutna?- Zapytał starając się odtworzyć moją minę na swojej twarzy, co było całkiem urocze.
Ujęłam jego twarz i złożyłam na jego policzku całusa.