No tak... Byliśmy na plaży, jest tu tak pięknie, że nawet nie zwróciłam uwagi na piach, który przy każdym moim kolejnym ruchu napełniał moje kieszenie ceglanym proszkiem.
-Chodź ze mną, proszę!- krzyknęła.
To śmieszne, Harry latał na każde jej zawołanie jak piesek, a ona to w każdym pięknym momencie wykorzystywała. Może wygląda na słodką paniusie z Beverly Hills 902010, ale tak naprawdę to sprytna suka umiejąca manipulować ludźmi.
Tak szczerze mówiąc, nie zależało mi na tym by został ze mną, tylko nie chciałam dawać jej tej satysfakcji, że Harry woli ją...
Zresztą, co ja się chce oszukiwać, pragnęłam go jak nikogo innego, a kiedy wreszcie mogłam go mieć przy sobie pojawiła się ona. "Przerażająca Cassie"
Odprowadzałam ich wzrokiem do lasu. Po co oni tam zmierzali? Eh, uznałam, że nie pozwolę się obezwładnić i przestanę się przejmować tym całym "Harrym" Nie mam zamiaru się o niego kłócić z psychopatką, która musi go naprawdę kochać.
Uśmiechnęłam się i ponownie ruszyłam do ogniska, gdzie byli wszyscy.
Mike, Justin, Fleur, Lizzy, Tone i Bruce. Uśmiechnięci, pewnie zjarani i pijani.
Usiadłam obok Tonego i pocałowałam go w policzek, ale on nie zareagował. Rozmawiał i przyglądał się tej całej "Lizzy" jakby była jakąś boginią... Zaczynałam za nim tęsknić... Za jego uśmiechem, spojrzeniem, przytuleniem. Od dwóch dni, prawie w ogóle ze sobą nie rozmawiamy, nie patrzymy na siebie, nic... Coś nas rozdziela, ale nie mogę go trzymać wciąż przy sobie... Jak nie chce by nasza przyjaźń przetrwała może mi to po prostu powiedzieć.
Nagle zobaczyłam jak Harry i Cass wychodzą z lasu, przytuleni do siebie. Gdybym ich nie znała, pomyślałabym, że są parą... Ale Styles sam mówił, że to tylko i wyłącznie koleżanka. W dodatku... ten pocałunek musiał coś dla niego znaczyć, musiał.
Nie wiem czy to sen, czy żart, czy LSD zaczyna na mnie za bardzo wpływać i widzę rzeczy, które nie powinny się w ogóle zdarzyć..Ale to jest za bardzo realne, Harry całował się z Cassie, na moich oczach... Pomimo tego, że przed chwilą to samo robił ze mną...
-Co do kurwy!- krzyknęłam.
Nie wiedziałam co mam zrobić, jak się zachować, co powiedzieć.
Łzy zaczęły spływać po moich policzkach strumieniami. Nie pozwolę. Nie pozwolę nigdy więcej tak się omamić.
Byłam głupia. Tak, to dlatego, że pozwoliłam przyzwyczaić się do tej pierdolonej bliskości. Szybko otarłam łzy aby nikt nie mógł zauważyć, że jest mi źle... Zwłaszcza ta fałszywa czarno-włosa idiotka.
-Bruno!-krzyknęłam nagle.
Osoba. której szukałam od razu wstała i podeszła do mnie. Uśmiechnęłam się.
Wstałam, złapałam go za rękę i popchnęłam go delikatnie na miejsce obok Tonego...Nie wiem czy dobrze robię, ale... Jebać to.
Usiadłam na jego kolanach i od razu zaczęłam zachłannie całować jego wargi, które pomimo tego, że nie były tak delikatne i idealne jak usta Harrego, sprawiały mi jakąś tam przyjemność.
Całowaliśmy się bez ustanku, jakbyśmy robili to pierwszy raz i nie chcieli nigdy tego zakończyć. Moje paznokcie robiły delikatne rysy na jego plecach, ale Bruce'owi to najwidoczniej nie przeszkadzało.
Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej niż wcześniej.
Jego dłonie leżały na moich pośladkach, a jego usta robiły malinki na mojej szyi.
Znów to poczułam.
Odsunęłam Bruna od siebie, zeszłam z niego i od razu się odwróciłam. Harry...On widział to wszystko. Patrzyłam na niego bez żadnej mimiki. Nie wiedziałam co powiedzieć, ale zrobiłam źle. Tego byłam pewna, żałowałam tego zajebiście mocno.Podeszłam do niego powoli i złapałam go za rękę, ale ten ją puścił i zaczął biec w stronę lasu. Uznałam, że jedyne co mogę w tym momencie zrobić to... To pobiec za nim i wyjaśnić ten cały bajzel.
-Harry!
-Co?-odpowiedział od razu- przeczuwałam, że taka jesteś.-odpowiedział ze złością.
O co mu chodzi? Jeszcze niedawno sam lizał się z Cass, a teraz robi mi jakieś idiotyczne pretensje? Spojrzałam na chwilę w gwiazdy, szukając u nich spokoju...
-Możesz już iść. To nieważne, że przed chwilą robiłeś to samo co ja... To nieważne-oznajmiłam z rezygnacją w głosie.
Przez tą całą sytuacje przestało mi zależeć na czymkolwiek.
-Przepraszam-odpowiedział i bez zastanowienia podszedł do mnie i mnie do siebie przytulił. Uśmiechnęłam się.
Stanęłam powoli na palcach aby móc dostać się do jego delikatnie poróżowiałych ust, które wciąż się do mnie uśmiechały. Jakby czekały, aż w końcu się na nie rzucę i dotknę.Pocałowałam go, czułam jak on wszystko kontynuował a jego język powoli dostawał się do moich ust, delikatnie pieszcząc moje podniebienie.
Złapałam go za rękę. Nasze dłonie w końcu były jednością.
Przez moje ciało przeszedł dreszczyk, który Harry musiał zauważyć, bo objął tak, że byłam jeszcze bliżej niego. Serce biło z niewyobrażalną prędkością. Czuł to, zdawał sobie z tego wszystkiego sprawę i znów to wykorzystywał...
-Ems, jesteś cudowna- powiedział i znów zaczął mnie namiętnie całować. Delikatnie przegryzał moją wargę, która była już opuchnięta od pocałunków, ale nie przeszkadzało mi to. Kontynuowałam z jeszcze większą namiętnością.
-Czyli jesteście razem?- zapytał jak zwykle uśmiechnięty od ucha do ucha Tony.
Był już ranek, słońce bez chmur nie pozwalało o sobie zapomnieć i świeciło tak mocno, jakby już nigdy więcej nie miało być jasno.
Powoli ciągnęłam dym z jointa, który przekazałam Harremu w tym delikatnie oblizując jego dolną wargę.
Nie wiem dlaczego, ale... Wydawał się być kimś idealnym, kimś kto będzie przy mnie zawsze, na zawsze.
-Emily jest już tylko moja- mruknął Styles, patrząc z grozą na Bruna, który siedział niewzruszony pijąc piwo. Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w nosek.
Nie wiem co z tego wyjdzie, ale mam nadzieję, że szybko się to nie skończy.




